Przed progiem – Teresa Tomsia

Przed dworem Rodziny Joczów w Cielcach:
Yola Czech i Teresa Tomsia z córką Moniką (1998) © Eugeniusz Toman
Nie oczekuj na miłość,
tylko z nią umieraj.
Jan Sochoń, Wskazania
W szczelinach zdrewniałej skóry
warstwami układają się wyciszone
wspomnienia, gałęzie zrzucone z drzew
po nocnej burzy, dachówki ukruszone
przez wiatr niczym rzeźby w kształtach
nie do rozpoznania, przy nich orzech
przechowany przez wronę.
Niekiedy w progu osiada z mgłą echo słów
wypowiadanych tu niegdyś przez Pawła Jocza –
rzeźbiarza, który żył z pasją, jakby wciąż
od nowa stwarzał życie.
Nikt nie wybiega dziś tam na taras, by powitać gości,
nie oczekuje na poruszenie, na przemianę.
Odwiedzający przychodzą i znikają za żywopłotem.
Unieruchomione w oku kamery trzy kobiety
już nie zdołają odwrócić głowy, nie ujrzą gospodarza
w wejściu do domu – jak z wolna wchłania go
nieprzenikniona gęstość wieczoru.
Przed progiem staje ten, który trwa w osobności,
któż bowiem zawoła ku niemu z daleka,
poda wody żywej, gdy nicość zajmuje pierwsze
miejsce przy stole, a wiara w przemienienie
nie wznosi, nie usuwa niepewności –
czym tak naprawdę jest niepojęta,
do końca wierna agápë.
Poznań, 2 lipca 2026 roku
Szczęście - Katarzyna Kuroczka
Bogdanowi Widerze, Lechowi M. Jakóbowi,
Krzysztofowi Kokotowi, Alojzemu Lysce,
Teresie Tomsi, Irminie Kosmali
Widzę, że nie ustajesz w wędrówce własną ścieżką poetycką.
Tak trzymać - -
(Z korespondencji Lecha M. Jakóba, 5 czerwca 2021 r.)
miałam szczęście zakotwiczyć w sercu kilku osób –
dziwne, że połowy nie spotkałam osobiście,
nie usiadłam przy kawie, nie pogadałam o niczym
część zna już prawdę istnienia i świeci na niebie
tym, którzy wciąż szukają gwiazdy północnej –
czasami spoglądam w czerń nocy i czytam ich myśli
dziwne, że połączyło nas słowo, choć dykcje
mamy różne; splotła niewidzialna nić serdeczności,
mimo zasieków postawionych przez nasze roczniki
miałam szczęście spotkać nieznajomych, którzy
poznali mnie lepiej niż niektórzy bliscy –
nic dziwnego, że z ostatnimi łączy mnie milczenie
Mysłowice, 12 lipca 2026 r.
Kiedy Bóg odwrócił wzrok… - Irmina Kosmala

Warosia, miasto-widmo, Cypr 2026
Tego lata wybór padł na wyspę leżącą na styku Europy i Azji, zanurzoną w błękicie Morza Śródziemnego. Już po wyjściu z samolotu na lotnisku w Pafos uderzyła mnie ściana gorącego powietrza niosącego zapach rozgrzanej ziemi, soli i ziół. W drodze do hotelu obserwowałam krajobraz pełen palm, gajów oliwnych i wapiennych skał. Od razu rzuciła się wszystkim turystom w oczy pozostałość po brytyjskim panowaniu, które przez blisko sto lat odciskało swoje piętno na życiu mieszkańców – autobus poruszał się bowiem lewą stroną jezdni. Niby drobny szczegół, a jednak przypomina, jak silnie obyczaje uzurpatora potrafią wrosnąć w cudzą przestrzeń.
Cypr jest wyspą niezwykłą. Według greckiego mitu z morskiej piany narodziła się tutaj Afrodyta, bogini miłości i piękna. Współczesny Cypr nosi jednak na sobie bliznę, która od ponad pół wieku nie chce się zagoić. Od 1974 roku pozostaje podzielony na dwie części. Południe tworzy uznawana na arenie międzynarodowej Republika Cypryjska, zamieszkana głównie przez Greków cypryjskich. Północ znajduje się pod kontrolą Turków cypryjskich i funkcjonuje jako Turecka Republika Cypru Północnego, uznawana jedynie przez Turcję. Granica przecina miasta, wspomnienia i ludzkie życiorysy. W wielu rodzinach pozostaje raną przekazywaną z pokolenia na pokolenie.
Na co dzień jednak łatwo o tym zapomnieć. Wypoczywający na południu turyści chłoną błękit morza, zachwycają się antycznymi zabytkami, spacerują promenadami i kosztują cypryjskiego wina. Słońce skutecznie zagłusza historię. Dopiero jedna z wycieczek sprawia, że ten idylliczny obraz zaczyna pękać.
Warosia.
Samo brzmienie tej nazwy jest spokojne, niemal melodyjne. Tymczasem kryje ona jedną z największych tragedii współczesnej Europy. Jeszcze przed 1974 rokiem była symbolem luksusu i nowoczesności. Nazywano ją „Copacabaną Morza Śródziemnego”. Tysiące turystów przyjeżdżały tu z całego świata. Wzdłuż złotych plaż wyrastały eleganckie hotele, apartamentowce, kina, teatry, restauracje i sklepy. To właśnie tutaj biło turystyczne serce Cypru. Od taksówkarza dowiaduję się, że Warosia generowała ponad połowę dochodów wyspy z turystyki. Miasto rozwijało się z rozmachem, jakby nic nie mogło zatrzymać jego pomyślnej przyszłości.
Usłyszeć wołanie Wołynia – Teresa Tomsia
Wszystko co ujrzałem nie pozwala milczeć
Mariusz Olbromski, Róża i kamień
Długo nie byłam w stanie usłyszeć wołania Wołynia.
Podróż na Kresy wzięłam za koniec, a nie początek pieśni,
nie zaczyn tego, co tętni w mych źródłach – dym, młyn
spopielony, opuszczone pola i pasieki, dwór zapadający się
w niepamięć babci, niebyt powietrza, które pozostało
w płucach uciekających przed ukrzyżowaniem –
w nocnych łkaniach matki.
Próbuję o tym pisać, chociażby boleśnie, aby pojąć
dzieje i pragnąc zrozumieć. Żeby moi przodkowie
przyjęli mnie, godną, w te same urny z ziemią, którą
przed półwiekiem zmuszeni byli porzucić – jak mój
młody ojciec: dziedzic wydziedziczonych, cichy
kolekcjoner map, idei, mitów i nadziei.
Na krzemienieckim bruku w Dialogu Dwóch Kultur
wśród historyków sztuki, bardów, profesorów,
zjawił się pies przybłęda, szara ukraińska bieda –
przystanął, jakby nasłuchiwał, bacznie nam się
przyglądał – liznąwszy wierzch moje dłoni
zniknął za płotem ogrodu z przeszłości.
I my też oswajamy zagubione miejsca,
które nas przygarniają w dworku Słowackiego –
wiodą w przestrzeń poza granie wieków
i naszą tu teraz niepewną obecność.
Krzemieniec, 4 września 2013 roku
Ponad obojętność. Urbanowicz w metaforze
„Trwaj pośród nas jak najpełniej artysto nienasycony – / każdym serdecznym gestem maluj poemat życia, / kreskę stawiaj najszczerszą – czerń tła wybielaj, / raduj się chwilą najmniejszą, co właśnie minęła, / jej cień nadchodzi świetlisty, pamięć przywraca, / gdy lampę nadziei zapalasz w sobie – / i drzwi na oścież otwierasz”.
Teresa Tomsia, Raduj się chwilą najmniejszą

(...to takie przykre...) - Katarzyna Kuroczka
***
to takie przykre nie być nigdy u siebie
wciąż wystawiać własne myśli w oknach
kto nie spojrzy już wie co doskwiera w głębi
już wystawia cenzurę diagnozuje uczucia
jakie to nieludzkie nigdy nie móc być sobą
wciąż zakładać dawno zużyte maski
bo na nowe nie stać po latach reperacji
retuszowania dziur i zwisających powiek
jakie to smutne urodzić się i umrzeć od razu
a pomiędzy wcisnąć tylko kilka kropli szczęścia
to takie ludzkie być i nie być zarazem
Mysłowice, 07.07.2026
Strona 1 z 19

